Blog · Przemyślenia

Ban na Facebooku po 17 latach bez powodu – W dzień premiery filmu o open-source

W skrócie

  • Facebook zbanował mi konto po 17 latach – bez powodu, bez odwołania, decyzją algorytmu.
  • Konto na FB, IG, sklep na Shopify czy allegro to wynajem, nie własność. Właściciel może cię eksmitować w jeden dzień.
  • Open source (WordPress, WooCommerce) to model, w którym kod, dane i klienci należą do ciebie.
  • Kiedyś wrzucaliśmy łańcuszki „nie wyrażam zgody, Facebook” – dziś wrzucamy wszystko w zamknięte modele AI.

Nie zmyślam: w dniu, w którym premierę miał Code for the People – dokument o open source i WordPress – Facebook zbanował mi konto. Po 17 latach. Timing tak idealny, że aż podejrzany.

Nie złamałem żadnego regulaminu(albo nie wiem? Kto czytał regulamin Facebooka?). Od lat nawet nic tam nie wrzucałem. Ale ten profil żył – przez niego trzymałem kontakt ze znajomymi z całego świata. Ludźmi poznanymi w drodze, do których nigdy nie wziąłem numeru, bo po co, „przecież jesteśmy na Facebooku”.

Skąd ban? Mam teorię. Dwa lata temu spędziłem miesiąc nomadując po Iranie. I sporo moich irańskich znajomych dostała ostatnio bana – być może przez obecnie napiętą sytuację w Iranie. Wygląda na to, że wpadłem w jakiś algorytm – graf połączeń, podejrzane lokalizacje, kto wie. Nikt mi tego nie powie. Nie ma człowieka, do którego można napisać. Decyzja została podjęta przez kod, którego nikt z zewnątrz nigdy nie zobaczy. (Swoją drogą – polecam każdemu odwiedzić Iran. Przepiękna natura, niesamowita architektura, wspaniali ludzie, doskonałe jedzenie)

I o tym właśnie jest ten wpis.

Youseff i 7k followersów

Historia gorsza od mojej.

Od grudnia 2025 do maja 2026 mieszkałem w Maroku. Miałem tam trenera personalnego pod siłę i motorykę surfingową, Marokańczyka, po jakimś czasie mocno zakumplowaliśmy się. Cały jego biznes stał na Instagramie: około 7k followersów, wszyscy klienci z IG, lata budowania zasięgów, relacji, zaufania. Zero strony, zero listy mailowej – bo po co, przecież wszystko działało.

Parę tygodni temu obudził się i konta nie było. Ban. Odwołania? Próbował wszystkiego – cisza. Nie stracił „konta w aplikacji”. Stracił kilka lat pracy, kanał dochodu i kontakt z klientami. Jednego dnia, bez wyjaśnienia, bez odwołania.

Ja straciłem kontakty i wspomnienia. On stracił firmę. A mechanizm ten sam: budujesz na cudzym gruncie, to właściciel gruntu decyduje, kiedy kończysz.

Nie byliśmy właścicielami niczego

Przez 17 lat wydawało mi się, że mój profil jest mój. Nie był. Byłem lokatorem – a lokatora można eksmitować bez podania przyczyny. Algorytm uznał, że moje 17 lat leci do kosza, i tyle.

Code for the People, dokument Bao Nguyena, mówi to wprost: zamieniliśmy wolny internet na kolekcję ogrodzonych ogródków, w których cyfrowi landlordzi dyktują algorytmami naszą rzeczywistość. Film jest o otwartym webie – czym internet miał być, kto ma prawo go posiadać i co zrobić, żeby został wolny.

I tu robi się dla mnie osobiście. Bo ja na co dzień buduję na WordPressie i WooCommerce – czyli na open source. Zawsze traktowałem to trochę jak wybór narzędzia, kwestię wygody. Po tym banie traktuję to jak deklarację. Ponad 40% internetu działa na WordPressie i nikt – dosłownie nikt – nie może tego nikomu zbanować. Sklep na WooCommerce jest twój: kod, dane, klienci, cała własność intelektualna. Możesz go przenieść, zforkować, zmienić hosting o trzeciej w nocy.

Sklep na Shopify, sklep na Allegro? Wygodny, owszem. Ale to ten sam układ co Instagram Youseffa: wynajmujesz. Platforma może zmienić ceny, zmienić zasady, zamknąć ci konto – a ty możesz najwyżej wypełnić formularz. Nigdy nie byłem bardziej dumny z tego, że robię rzeczy w open source, niż teraz, kiedy zobaczyłem z bliska, jak kończy się budowanie na zamkniętym.

Pokolenie łańcuszków

Pamiętacie te posty? „Oświadczam, że nie wyrażam zgody, aby Facebook używał moich zdjęć ani jakichkolwiek informacji zawartych w moim profilu… Wy też opublikujcie to oświadczenie. Zróbcie kopiuj-wklej!!!

Śmialiśmy się z tych łańcuszków – słusznie, prawnie były warte tyle co nic. Ale była w nich zdrowa intuicja. Ludzie czuli, że coś oddali, i próbowali to odzyskać jedynym narzędziem, jakie znali: postem na Facebooku. Protest przeciwko platformie… na platformie. W jej ogródku, na jej warunkach.

A teraz? Teraz to samo pokolenie wrzuca wszystko, co się da, w zamknięte modele językowe. Teksty, kod, dokumenty firmowe, przemyślenia o trzeciej w nocy. Tylko że tym razem nie ma nawet łańcuszka – nie ma tej intuicji, że coś oddajemy. Klikamy „zgadzam się” i karmimy systemy, których kodu, wag i zasad treningu nikt z nas nigdy nie zobaczy.

Skoro Facebook eksmitował mnie po 17 latach, a Instagram wyrzucił Youseffa z jego własnego biznesu – to co zrobi z nami dostawca zamkniętego modelu, w który wlaliśmy całą swoją pracę? Nie wiem. I to jest właśnie problem: nie wiem, bo nie mogę zajrzeć do kodu. I tak, sam też wrzucam w LLMy większość rzeczy 😉

Pełna jawność: zawodowo pomagam firmom mierzyć konwersje, omijać adblocki, przesyłać poprawnie dane klientów do Big Data – znam tę maszynę od środka. I nie udaję, że open source to darmowy obiad. Darmowy jest dla użytkownika; ktoś jednak musi opłacić tysiące godzin pracy, które za nim stoją. WordPress utrzymuje się z komercyjnych usług, wtyczki z wersji premium, a ja z klientów, którym stawiam sklepy. Otwarty kod nie oznacza pracy za darmo – oznacza tylko tyle, że tego, co powstanie, nikt ci nie może odebrać.

Co z tym zrobić

Mała rzecz na marginesie: to jest pierwszy wpis blogowy w moim życiu. Serio. Przez lata nie rozumiałem blogowania – po co pisać na własnej stronie, skoro wszyscy siedzą na Facebooku i Instagramie? No właśnie. Musiałem dostać bana po 17 latach, żeby to do mnie dotarło. Może po prostu dorosłem.

Film kończy się konkretnym wezwaniem i ono do mnie trafiło. Kilka rzeczy, które każdy może zrobić:

Miej własny dom w internecie. Domena, blog, strona. Ten tekst czytacie na moim – pierwszym w życiu, ale moim – i nikt mi go nie zbanuje.

Przenieś jedną rzecz. Newsletter, portfolio, sklep – jedną rzecz z zamkniętej platformy na otwartą. Jeden ruch wystarczy, żeby zacząć.

Oddaj coś społeczności. Kod, tłumaczenie, dokumentację, dotację. Korzystasz z open source (nawet jeśli o tym nie wiesz) – podlej ogród.

Wspieraj tych, którzy bronią otwartego internetu. Mozilla, Internet Archive, EFF, Creative Commons. To oni trzymają to wszystko w całości.

Rozmawiaj o tym. Obejrzyj film, pokaż go innym, napisz o nim. Ten wpis to mój wkład.

Moich 17 lat na Facebooku nikt mi nie odda. Youseffowi nikt nie odda jego 7k followersów. Ale może o to właśnie chodzi w Code for the People: żebyśmy nie musieli wszyscy dostać bana, żeby zrozumieć prostą rzecz – internet, który nie należy do nas, może nam być odebrany w każdej chwili.

Otwarty web już istnieje. Ja na nim buduję. Trzeba go tylko wybrać.

Film „Code for the People” w reż. Bao Nguyena – więcej na codeforthepeople.com.

Kacper Dryll

Kacper Dryll

9 lat w WordPressie i WooCommerce. - więcej o mnie.

Sprawdźmy, ile konwersji traci Twój sklep

Bezpłatna diagnoza bez zobowiązań. Porównam Twoje zamówienia z tym, co widzi Google Ads, i pokażę, co da się odzyskać.

Zamów bezpłatną diagnozę